Nur. Zapiski afgańskie- recenzja

Najbardziej nieoczywisty reportaż, jaki dotąd czytałam. Trudna pozycja dla wymagających czytelników, która na zawsze zmieni Twoje postrzeganie Afganistanu. 



Lepiej nie zabierać jej ze sobą na wakacje pod palmę ani nie rezerwować na czytanie wieczoru po bardzo pracowitym dniu. Treść wymaga skupienia i myślenia, ale nie będzie to wysiłek nadaremny. 

Bogactwo treści. Nieoczywisty styl wypowiedzi. Wymowne fotografie. 

To trzy najbardziej cenne filary tej książki.


Przez cały czas podążasz w towarzystwie autorki czyimś śladem. Snujesz się jak cień po całym kraju, starasz się wtopić w tło, dając się na każdym kroku zaskoczyć jego niuansami. 

Są one skrzętnie zamiecione pod ciężki dywan medialnych sloganów. Że Afganistan to wojna, śmierć, zło, niebezpieczeństwo.

I nagle zaczynasz tę podróż. Poznajesz setki historii, opowiedzianych w czasie teraźniejszym. Tak jakbyś znajdował się w tej chacie, aucie, domu… 

Brak tu typowych relacji. Są słowne szyfry, tworzące jedną afgańską układankę, poprzetykaną refleksjami autorki, a także cytatami ksiąg wielu znakomitych twórców. 

Przenikasz ludzkie umysły, poznając jedynie urywki poszczególnych historii. Każda z nich konsekwentnie zmienia Twoje podejście. Nie, Afganistan nie stanie się nagle idealnym miejscem na urlop, ale poprzez opisy ludzi, grup etnicznych, ich mentalność, okaże się znacznie bardziej różnorodny niż znane z telewizji opisy Kabulu. 

“Wiek jest tu obsesją, jakby chodziło nie o to, ile przeżyłaś, ale ile ci zostało.”


Są tu poruszone prawa kobiet, losy rodzin, wędrówki nomadzkich ludów, aspekty życia łączącego kilka narodowości, geneza działalności afgańskich pieśniarzy i poetów… Informacje i tematy, których nigdy byś z tym krajem nie połączył. A jednak!

“Nur. Zapiski Afgańskie.” to lirycznie napisany reportaż.

Takiego języka nie powstydziłby się niejeden poeta. Metafory sprawiają, że treść jest jedyna w swoim rodzaju.  Pozbawiona szczegółowych opisów przeżyć autorki, porządkujących lokalizację nazw czy dat, ale za to naszpikowana sensualnością, bodźcami odbieranymi przez każdy zmysł. Dlatego czasami poznajesz Afganistan po zapachach, kolorach nieba, wyrwanym z kontekstu cytacie, fakturze nomadzkiego namiotu czy spontanicznym geście.

Smutek i cierpienie mieszają się z serdecznością, czarnym humorem. Pas pocisków skryty pod tuniką ze szmatami ukrywającymi niewinne niemowlę. Kojące widoki dolin przy granicy z Tadżykistanem, naszpikowane minami.

“Kabul, schron i grób, uczepiony nieba sznurkami latawców, bez wyjścia”
Zdjęcia chętnie obejrzałabym na wystawie. Są albumowe, niepozowane, po części czarno-białe, złapane w całej swojej ulotności, przez co czasami nieostre. Ale pokazują nieskażone sztucznością emocje, świetnie dopełniają treść, choć same też uzupełnione są odpowiednim podpisem. To najczęściej cytat, nie nawiązanie do czasu i okoliczności fotografowania. Dzięki temu czytelnik dostaje dowód, że wszystkie te skomplikowane elementy łączą się w całość. Życie na fotografiach przenika się z opowiadanymi historiami, które mają swoje poparcie w tekstach literatury na przestrzeni wieków.


Trzeba też wspomnieć o sposobie podróżowania. Monika Bułaj- Polka z Triestu, jak sama przedstawiła się jednemu z napotkanych ludzi, podróżowała sama, różnymi środkami transportu- od grzbietu osła po ciężarówkę, w towarzystwie obcych osób, poznając odmienne środowiska, od konsulatów, uczelni czy żeńskich szkół, po namioty ludu Kuczi czy baraki afgańskich uchodźców. 

“Trzynaście tysięcy dziewczynek uczy się w podziemiach pełnych skorpionów.”


Tematyka książki jest bardzo aktualna. W obecnym napływie ludności z Afryki, pokazywanie podobieństw może łagodzić brak tolerancji. Choć zdecydowana większość treści dotyczy Afganistanu, są także wzmianki o innych narodach. Medialne hasła zostają więc oswojone, przypominając nam prawdę, że niezależnie od szerokości geograficznej rodzice tak samo myślą o przyszłości swoich dzieci, strata po śmierci bliskich jest równie bolesna, a wojny nie wynikają z decyzji ludności cywilnej…

“W co siódmym ptaku mieszka dusza zmarłego, więc lepiej nakarmić wszystkie.”


Książka nierzadko budzi uczucie zagubienia, miszmaszu, pogmatwania. Wątki są urywane, niedopowiedziane, czasami przywołane z dalekiej przeszłości, co dla kogoś nieznającego historii Afganistanu jest nie lada wyzwaniem.


Jednocześnie dzięki temu opowieść jest całkowicie realistyczna i wiarygodna, a czytelnik ma możliwość poznania tylu aspektów oraz środowisk Afganistanu na łamach jednej pozycji.

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć okazję zgłębić afgańskie zapiski Moniki Bułaj, nie wahajcie się ani chwili. Dla kogoś spragnionego refleksyjnych, a zarazem wyrafinowanych, nieszablonowych treści reporterskich będzie to pozycja idealna. 




Facebook
Facebook
Google+
http://zyciewturkusie.pl">
YouTube
Instagram