O jeżu, który zamieszkał w Nowym Jorku…

Jeśli ktoś nie wie o co chodzi w projekcie “Podróżujące maskotki” odsyłam do tego wpisu:http://zyciewturkusie.pl/?p=892.

 

Historia wydarzyła się pewnego razu w Nowym Jorku. Był upalny sierpień 2018 roku…

Kilka tygodni wcześniej:

Siedzę przed maszyną z kilkoma pomysłami na zwierzątka. Co uszyć z okazji podróży za ocean??

Nowy Jork to inaczej Wielkie Jabłko. Jabłko. Które zwierzę kojarzy mi się z jabłkami?

Jeż!

W tym samym czasie moja Mama, która towarzyszyła mi w tej podróży zachwyca się książką “Z Nowym Jorkiem na NY”, co chwila przychodząc do mojego pokoju i mówiąc: “tam na pewno musimy pójść”. Gdzieś między lekturą pada też beztroskie marzenie: “i jeszcze idźmy na jakiś taras widokowy i wypijmy tam drinka! Tak mi się marzy taras z widokiem na to wielkie miasto…”.

“Dobrze Mamo… Ja tu nam spisuję atrakcje za darmo, żeby nie wydać wszystkiego, a Ty mi tutaj takie drogie marzenia podsuwasz…”- myślę sobie w duchu i szyję dalej.

Cztery czerwone nóżki, miękkie kolce, jabłko na plecach. Lecimy.

Kilka dni po przyjeździe do Nowego Jorku:

Jestem tu chwilę, ale nie mieszkam w hostelu, tylko w mieszkaniu z AirBnB…

Nie znam żadnych hosteli, przecież na Manhattanie jest ich tyle, nawet jakbym znalazła, to jak wybrać odpowiedni?

W końcu sięgam po telefon. W Nowym Jorku mieszka od 10 lat Magdalena Muszyńska. Autorka wspomnianej wyżej książki.

Jest licencjonowanym przewodnikiem, oprowadza liczne wycieczki, a do tego prowadzi bloga o Nowym Jorku. Na pewno podpowie mi, w jakim hostelu będę mogła zostawić Jeżyka!

Piszę co i jak. Dołączam zdjęcie Bena i czekam.

Po chwili przychodzi wiadomość, ale nie mogę doczytać jej do końca, bo oczy mi jakoś wilgotnieją, zachodząc mgiełką szczęścia.

Wzruszona biegnę do Mamy! Teraz płaczemy we trzy.

Pani Magdalena pisze, że pochodzi z Białegostoku. Do jej rodzinnego ogródka przy domu zawsze przychodziła gromadka… jeży. Moja maskotka przypomniała jej czasy dzieciństwa, Polskę, rodzinny Białystok.

Wierzę w przypadki i zbiegi okoliczności. A ten jest naprawdę niesamowity. My też mamy sentyment do Białegostoku. Jak do całego Podlasia. To nasz ulubiony region w Polsce, o czym już nie raz pisałam.

To nie koniec dobrych wieści. Dostałam zapytanie, czy jeż może w woli wyjątku nie podróżować dalej, ale zamieszkać razem z Panią Magdą, jej mężem i psem na Brooklynie.

Zgadzam się od razu. W ostatni dzień naszego pobytu umawiamy się na spotkanie. Po spacerze w Williamsburgu jedziemy do galerii handlowej przy Moście Brooklińskim.

O jeżu, który zamieszkał w Nowym Jorku...

Po serdecznym powitaniu Pani Magda prowadzi nas do baru. Tyle, że przed nami jest ściana. Bez drzwi.

Gdzie ona idzie?- myślę sobie, ale podążam za nią.

Nagle ściana się uchyla i okazuje się być ukrytym przejściem. Przed nami hol i winda. Nie każdy może tu wejść. Trzeba należeć do świata sztuki, mieć specjalne pozwolenie. Ten kto je ma, może przyprowadzić ze sobą dwie osoby. Dostajemy opaski i wjeżdżamy na górę.

Takiego tarasu się nie spodziewałam, nawet z moją wybujałą wyobraźnią!

Łóżka z baldachimami, fotele, basen, kwiaty, a to wszystko z widokiem na most i cały Manhattan!

Niestety nie można tam robić zdjęć. Choć ostatnio znalazłam przypadkiem zdjęcia dokładnie z miejsca, w którym stałam i próbowałam coś niezdarnie cyknąć z ukrycia.

Spotkanie udało się wspaniale, jeżyk pojechał ze swoją nową właścicielką do domu, a my przeszłyśmy się ostatni raz wzdłuż Mostu Brooklińskiego, czując na ramionach gęsią skórkę.

Czy to wszystko zdarzyło się naprawdę? Strzępki nici i polaru w moim pokoju wskazują na to, że istniał kiedyś jeżykowy podróżnik Ben, dzięki któremu przeżyłyśmy tą zaskakującą przygodę!